Moja Propaganda

If my films dont show a profit, I know Im doing something right - Woody Allen .

POlityczne oPiSy

  • poniedziałek, 14 maja 2012
    • Niepoprawność polityczna do kwadratu

      Śledzenie bierzących wydarzeń polityczno-społecznych z Ameryki jest utrudnione, ale nie niemożliwe. Brakuje mi tutaj cotygodniowych wydań Wprost, Polityki czy Newsweeka, ale staram się jakoś sobie radzić. Wkurzające są braki dostępu do darmowych VOD na TVP czy Onet, co związane jest z ograniczeniem zasięgu serwisów,  tylko na terytorium Polski. Pozostaje mi oglądanie Faktów i Faktów po faktach na tvn24.pl.

      Z codziennej prasówki w internecie wyłapałam (a jakże!) skandaliczne burdy przed Sejmem i w Sejmie. Bluzgi Kaczyńskiego i Palikota dla mnie są synoniem braku jakichkolwiek hamulców. Można mówić co się chce, nie zważając na jakiekolwiek zasady dobrego wychowania. To trochę taka anarchia słowa mówionego - wychodzi facet na mówinicę, i rzuca mięsem nie licząc się z nikim.

      To co Janusz Palikot powiedział Jarosławowi Kaczyńskiemu zasługuje wyłącznie na ortodoksyjną pogardę. Wyobraźmy sobie, że jakis nielubiany znajomy, podczas kolejnej awantury, używa tego rodzaju argumentu. Na miejscu Kaczyńskiego nie tylko - jak zasugerował jeden z posłów - dałabym w twarz Palikotowi, ale jeszcze przestałabym taką osobę traktować jak człowieka, istotę ludzką. Palikot nie okazując krztwy taktu i wrażliwości, zachował się jak najgorszy ładak. Ktoś emocjonalnie trędowaty, nie będący w stanie dostrzec różnicy pomiędzy dobrem i złem. Takie zachowanie zasługuje na margines, a autor tych słów w towarzystwie powienien być traktowany jako personan non grata, o najwyższym priorytecie.

      Prawda - najpierw prezes PIS porównał PO do Hitlera, ale w moim odczuciu to niczego nie zmienia. Plebejska hołota wykrzykiwała "zadzwoń do brata", później jej lider skwitował wszystko słowami "wysłałeś brata na śmierć". Nie mogę uwierzyć, że tacy ludzie reprezentują cały kraj! To jakiś koszmar.

      W tym całym bagnie wszysycy zapomnieli o istocie sprawy - wydłużeniu wieku emerytalnego. I akurat, jako wyborca partii rządzącej mam powód do dumy. Nie cieszy mnie oczywiście fakt, że prawdopodobnie czeka mnie praca niemal do 70-ki, ale równie mało optymistyczna wydaje się wersja, wieszcząca brak środków na leki, albo chleb. Zresztą przy tempie rozwoju obecnej medycyny, nie ma co martwić się na zapas. Tak, trzeba być Polakiem pesymistą, żeby od razu zakładać najgorsze.

      Tusk, który pierwsze miesiące rządzenia w drugiej kadencji zaliczył katastrofalnie, wreszcie pokazał nam się w roli twardego reformatora, który nie ma zamiaru uciekać przed "spałowaniem" rozsierdzionych członków "Solidarności". Na prawdę taka postawa bardzo mi zaimponowała - nie bacząc na niezadowolenie, doprowadził sprawę do końca. Żaden rząd po 89' mimo obietnic tego nie dokonał.

      P.S.I co? Jestem dobrze poinformowana? ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Niepoprawność polityczna do kwadratu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 maja 2012 18:57
  • wtorek, 04 października 2011
    • Lis i Kaczyński - czyli o wywiadzie roku!

      Na finiszu kampanii wyborczej, zabraknie prawdopodobnie najbardziej oczekiwanej debaty - Premier kontra Prezes PiS. Jarosław Kaczyński z tchórzostwa, albo z chłodnej kalkulacji, wywnioskował, iż rozmawiać z Tuskiem w świetle kamer nie będzie. W zamian za tę dyskusję, udzielił wywiadu Tomaszowi Lisowi. Pardon - to wywiad nie był - raczej przepychanka pomiędzy zagorzałym przeciwniekm IV RP, a gardzącym redaktorem politykiem.

      Momentami ten spektakl w Telewizji Publicznej, był kolejną marną pyskówką, jaby żywcem wyjętą z sali plenarnej polskiego Sejmu. Lis czepiający się o formę w jakiej zwracał się do niego Kaczyński - redaktor, magister, czy doktor? Albo upominanie publiczności, czy wręcz demonstracyjne komunikowanie, iż publiczność za prezesem, to jego poplecznicy. Jeszcze NIGDY nie widziałam Lisa prowadzącego program z taką zaciekłością, agresją i wyrzutem. Strzelał pytaniami jak z karabiunu maszynowego, powtarzał je powielokroć, notorycznie przerywał Kaczyńskiemu. Oglądając to show miałam wrażenie, że zamiast Tomasza, te wszystkie zarzuty wypluwa np. Stefan Niesiołowski - ten sam poziom dezaprobaty wobec lidera PiS. Ostentacyjna pogarda dla Jarosława, chęć udowodnienia za wszelką cenę, że dla Polski jest najgorszym złem - kompletnie do redaktora Lisa nie pasuje. Kto się bardziej obnażył Lis czy Kaczyński?

      Zdołał "złapać" swojego gościa co najmniej kilkakrotnie. Prezes niezbyt inteligentnie wybrnął z pytania o fragment książki dotyczący Angeli Merkel. Mówienie o Tusku per "ten Pan", lub słynne sformułowanie, że jego "aniołki" są jedynkami na listach PiS wśród damskich kadydatek, skrzętnie zostało przez Lisa sprowokowane, a dziennikarzowi udało się maskę Kaczyńskiego nieco poluzować. Ale mimo tych wszystkich celnych ataków - moim zdaniem - to Tomasz Lis wypadł blado.

      Tonem jakim zadawał pytania, ich rodzajem oraz treścią, potwierdził ten fragment wyświetlanych przed wywiadem wypowiedzi prezesa, które zostały wygłoszone po wyborach 2007. Że "mamy do czynienia z wielkim medialnym frontem, który jest przeciwko biednej parti PiS". Stronniczością i jednoznaczną opozycyjną postawą do swojego gościa - na żywo, pewnie niezamierzenie- dał powód, by w taki układ wierzyć.

      Oglądam programy Lisa od lat. Jeszcze kiedy były w ramówce Polsatu, potem w internecie. Dzięki temu zawsze wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać, do czego jest zdolny. We wczorajszym programie zachowywał się obco, jak ktoś kompletnie inny. Rodzi się pytanie - czy Tomasz Lis właśnie taki jest na prawdę? Bo o ile maski prezesa możemy oglądać bez przerwy, o tyle redaktor zawsze uchodził za publicystę wyważonego, zdystansowanego, kompetentnego. Po tej debacie wciąż Lisa uwielbiam, ale nie mogę przestać myśleć o tym ekscentrycznym zachowaniu.

      Szukam usprawiedliwienia -i znalazłam. Na potwierdzenie swojej tezy, wywołam Kubę Wojewódzkiego, który w najnowszym numerze "Wprost" - piśmie prowadzonym przez Lisa - używając najgorszych określeń, apeluje o wysoką frekwencję wyborczą, i o wybranie mniejszego zła. Tomasz Lis żywi te same obawy, co autor tekstu w jego gazecie.  Boi się powrotu PiS do władzy, dlatego wczoraj postanowił własnoręcznie "rozebrać" Kaczyńskiego. Wyszło średnio, ale redaktor był bardzo zmobilizowany, prowadził program na granicy dziennikarskiej rzetelności, starał się przekonać widzów, że Premier Kaczyński równa się katastrofa.

      Kto przegrał więcej? Trudno zdecydować. Choć Tomasz Lis jest bardzo popularnym, szanowanym publicystą, nie jest politykiem, nie musi walczyć o głosy wyborców. To Jarosław Kaczyński miał do swojej osoby przekonywać niezdecydowanych, wyszło przeciętnie. Wyluzowany z początku, w trakcie debaty dał sie podpuścić i odsłonił swoje najgorsze wydanie. Lis stracił w tym sensie, że dał się poznać jako dziennikarz bezwzględny, dażący za wszelką cenę do celu, nawet kosztem faktów.

      Nie mniej ta rozmowa była wywiadem roku. Najbardziej elektryzującym straciem, w tej dość monotonnej kampanii wyborczej. Obu panom udało się stworzyć atmosferę, która zmuszała widza do opowiedzenia się zdecydowanie po jakiejś stronie. Nie można było wobec tych słów pozostać obojętnym. Na ile istotne okaże się to stracie, dowiemy się już w niedzielę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Lis i Kaczyński - czyli o wywiadzie roku!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 października 2011 14:43
  • czwartek, 10 lutego 2011
    • Pat

      Meller ma całkowitą rację. W krótkim, lecz pełnym liście do PO nazwał po imieniu wszystko czego Platforma się nie dopuściła, co pozamiatała pod dywan, zrujnowała, zawiodła. Granica wytrzymałości nie tylko znanego pana  redaktora, ale również zwykłych obywateli zaczyna powoli się kończyć. Mamy dość! Słodki uśmieszek premiera, łagodne usposobienie, rewelacyjny PR nie wystarczają, by prawdę pozostawić na marginesie. Wybory za pasem, trzeba kogoś obdarzyć zaufaniem. Sęk w tym, że nie ma kogo.

      Marcin Meller zrobił na mnie wrażenie tym listem. Już od jakiegoś czasu mam wątpliwości. Nawarstwiane, ukrywane, głuszone brakiem alternatywy, stanowiły małe zagrożenie dla PO, którą popieram. Jeszcze popieram? Bo czy warto oddawać głos na partię pozorującą realne rządzenie? Czy partia bezradna wobec wielu ważnych dla Polski spraw, sparaliżowana wewnętrzni utarczkami zasługuje na kolejną szansę? Ileż można tych szans dawać? Konfliktujący się Tusk ze Schetyną, zajmujący się wieloma pobocznymi tematami, nieistotnymi w świetle obecnych problemów, stanowi dla mnie wielką zagadkę. Jaki z Niego mąż stanu? Gdybym miała to ocenić na podstawie publicznych wystąpień, zdjęć fotoreporterów, wywiadów prasowych, należałaby mu się wysoka nota. Ale medialne obycie, świetne w wykonaniu premiera, to tylko jedna strona medalu. Druga odsłania tragizm jego niemal czteroletniego rządzenia Polską. Jakiego rządzenia?

      Odkąd pamiętam lubiłam go, szanowałam, ceniłam. Uważałam (czy jeszcze uważam?) za człowieka godnego zaufania. Za polityka któremu może wiele spraw nie wychodzić, ale zawsze jest w pełni oddany służbie ojczyźnie.
      Ble, ble, ble…. Przeprowadził jakąś wielką reformę, niezbędną dla przyszłości mojej i moich dzieci? Częściowa likwidacja tzw. pomostówek? Przecież jest ledwie liźnięta. Za to emerytury ciężko harujących obywateli nie cieszyły się sentymentem ministra Rostowskiego. Nie kwestionuję faktu, że w wielu bardzo trudnych sytuacjach rząd Donalda Tuska zachował się z klasą i wdziękiem, ale zabrakło tego w milionach innych mniejszych i większych sprawach do załatwienia. Jaki jest zatem ostateczny bilans? Słaby, przeciętny, mizerny. Mają racje eksperci, którzy punktują premiera bezlitośnie. Jak mam w takim razie uwierzyć, że dzieje się wiele dobrego dla mojego kraju, skoro owego "dobrego" nie widać, nie czuć i nie słychać.

      Ponadto jestem bardzo, baardzo zmęczona wojną o przyczyny katastrofy smoleńskiej. Okres żałoby dawno się skończył, trzeba żyć dalej, zajmować się bieżącymi problemami, niesłychanie istotnymi dla mnie i mojej rodziny. Walka PiSu z PO o Smoleńsk przyprawia mnie o torsje. Mam wrażanie, że każde kolejne zdanie o katastrofie, wylewa się z tej nabrzmiałej puszki pełnej łajna. Czy Polacy naprawdę muszą słuchać wciąż tego samego? Jak można tak bezczelnie szargać pamięć o tragiczne zmarłych?

      Nie wiem czy jeszcze chcę głosować na Platformę w najbliższych wyborach parlamentarnych. Nie wiem czy chcę im kibicować. Nic nie wiem. A wszystko to za sprawą polityków. Wielkim paplaniem o niczym, zajmowaniem się bzdurami, wprowadzili mnie w stan całkowitej dezorientacji. Ale przecież do licha nie ma alternatywy! Albo zagłosuję na PO i poprę nieróbstwo w dobrym stylu, albo dam wygrać PiSiorom, którzy zgotują nam piekło gorsze od tego, co było pomiędzy 2005 a 2007. I tak źle i tak niedobrze. Jeden wielki pieprzony pat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (25) Pokaż komentarze do wpisu „Pat”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 lutego 2011 18:31
  • piątek, 21 stycznia 2011
    • Smoleńska kakofonia

      Jak Nas oceni historia? Czy nasze wnuki i prawnuki katastrofę w Smoleńsku będą uważać za najohydniejsze kłamstwo? Albo śmierć tych ludzi stanie się symbolem zgnilizny elit politycznych, ich braku empatii? Czy może dowodem na wielką traumę, wywołującą niezdrowe reakcje? Dla mnie w zasadzie sprawa jest zamknięta. Dla mnie w zasadzie historia została już zapisana. W zasadzie już wiem, co opowiem swoim dzieciom. Pytanie brzmi; dlaczego oczywista wersja, ta znana nie ze skomplikowanych, nierzetelnych raportów, ale setek medialnych informacji i faktów, jest tak trudna do przyjęcia dla niektórych moich rodaków?

      Nikt się chyba nie łudzi, że spór pomiędzy PiSem a PO toczy się o prawdę. Owa nie wymaga wielogodzinnych relacji w telewizjach newsowych, prasie. Nie wymaga wyzwisk, oskarżeń, politycznego bełkotu na poziomie chodnikowym. Prawda wcale nas nie wyzwoli, bo prawda jest w tym przypadku bezużyteczna. Chodzi o nienawiść, chodzi o ból, który spreparowany, rozgotowany, ukierunkowany na konfrontację ma przynieść eksplozję. Ten ból Kaczyńskiego, PiSu. Ten ból zły, pełen ślepoty i chamstwa sprowadza polskie społeczeństwo nad samą krawędź przepaści. Wszyscy spoglądamy w czarną otchłań przerażeni, w poczuciu beznadziei i bezsilności. Oto czego dokonaliśmy! Oto na co pozwoliliśmy!

      Niezbitym dowodem staczania się polityków, pogrążania w obsesyjnym bólu jest ta pseudodebata w Sejmie sprzed kilku dni. Gdybym w Polsce nie żyła, pukałabym się w czoło, i pytała w jakim języku ci ludzie mówią? Bo w języku polskim na pewno nie! W języku polskim- pięknym, wdzięcznym, wysublimowanym, obrzucanie się jadem, po takiej stracie jest niemożliwe! Niektórzy posłowie zachowywali się i wyrażali jak wariaci, obrażali inteligencję Polaków, którym służą. O co w tym wszystkim chodzi? Czy naprawdę zasługujemy na prezesa Kaczyńskiego? Czy naprawdę zasługujemy na PiS? Co zrobiliśmy nie tak?

      Wersja dla potomnych:


      Wiesz kochanie, kiedyś dawno dawno temu, mamusia przeżyła taki ważny dla naszego kraju dzień. To był czarny, okropny dzień. 10 kwietnia, w roku 2010 ówczesny Prezydent RP i 95 innych osób bardzo ważnych dla naszego państwa, zginęło w makabrycznej katastrofie lotniczej. Jak to zawsze bywa w takich przypadkach, wielu ludzi popełniło kardynalne błędy. Gdyby Polacy byli bardziej konsekwentni i zapobiegawczy, a Rosjanie kompetentni ta sytuacja nigdy nie miałaby miejsca. Ale miała. Chciałabym żebyś o tym pamiętał/a, bo tamta tragedia naznaczyło życie publiczne, stała się nieodzownym elementem krajobrazu politycznego. Opowiem Ci też o przyjemniejszych momentach w naszej historii, ale te fakty znać musisz, bo te fakty doprowadziły nas do obłędu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      piątek, 21 stycznia 2011 19:59
  • czwartek, 11 listopada 2010
    • Radość z niepodległości

      Wciąż nie potrafimy i nie uczymy się cieszyć polską demokracją, a w przypadku Święta Niepodległości wolnością i suwerennością. A przecież w 1918 po 123 latach rozbiorów i cierpień, latach rozdarcia pomiędzy Austrię, Prusy i Rosję, wreszcie nasi przodkowie mogli odetchnąć niepodległością. Rutyna nie sprzyja przemyśleniom na ten temat, ale taki dzień jak 11 listopada daje szansę na to, by choć na minutkę się zatrzymać. Ofiary wojen i walki o naszą szansę nie są fikcyjne. Ich kości zakopane gdzieś głęboko w bezimiennych grobowcach są świadectwem poświęcenia i bohaterstwa. Czy nas współczesnych, byłoby stać w XXI wieku na takie wielkie czyny?

      Pewnie nie, bo era pędzącej technologicznej ewolucji, nowoczesnej medycyny, coraz mniej tajemniczej nauki, nauczyła wszystkich bez wyjątku wygodnego tchórzostwa. Zajmujemy się tematami zastępczymi, zapominamy o tym żeby być od czasu do czasu po ludzku wdzięcznym. Na dokładkę w przeddzień radosnego święta CAŁEJ Polski, oglądamy kolejną odsłonę wielkiego podziału. Czy nie macie wrażenie, że pochodnie na Krakowskim Przedmieściu, powinny zostać zastąpione przez znicze i kwiaty przy Grobie Nieznanego Żołnierza?

      Wiem, że nie ma dobrej pory dla Jarosława Kaczyńskiego na podanie ręki Prezydentowi i Premierowi, ale czy doczekamy chwili, kiedy Święto Niepodległości, zacznie bezwarunkowo obligować polityków wszystkich frakcji do wspólnego świętowania ponad podziałami?

      Bo nie jesteśmy jedną dużą polską rodziną. Poprawka; jesteśmy lecz patologiczną, która przecięta ideologicznym konfliktem nie potrafi już ze sobą rozmawiać. Nawet, jeśli ktoś stara się wyciągać rękę do tych rodaków stojących po stronie radykalnej wizji Polski, to szybko zostaję odepchnięty, bo dla nich Polska niePiSowska jest Polską wrogą i cyniczną.

      A więc Polska cyniczna, Polska uciekająca przed wyjaśnieniem katastrofy w Smoleńsku, Polska, która się sprzedała Rosji, Polska niesuwerenna, stara się dziś na Placu Piłsudskiego jak najradośniej uczcić wielkie zwycięstwo rodaków sprzed 92 lat!

      Wszystkiego najlepszego Polsko! Może kiedyś dla wszystkich swoich obywateli będziesz tą samą Polską, będziesz tak samo rozumiana.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Radość z niepodległości”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 listopada 2010 12:02

Kalendarz

Czerwiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Kanał informacyjny

Najlepsze Blogi