Moja Propaganda

If my films dont show a profit, I know Im doing something right - Woody Allen .

Au Pair - USA

  • poniedziałek, 04 czerwca 2012
    • Niedzielna Filadelfia

      Kolejna niedziela w New Jersey przywitała mnie piękną, letnią pogodą. Choć cały tydzień wstaję o 6.00, a dzień wcześniej położyłam się grubo po północy, nie mogłam spać od 7.30. Zmarnotrawiłam czas do 10, a potem pojechałam na siłownię. Dzisiaj pociłam się aż dwie godziny. Rozpoczęłam bieganiem na bieżni, by godzinę później rozciągać się na jodze. Treningi aplikuję sobie sześć razy w tygodniu, i tak nie ma tutaj nic ciekawego do roboty.

      Później razem  z moją czeską koleżanką po fachu, pojechałyśmy pociągiem do Filadelfii. Przez kilka godzin włóczyłyśmy się po centrum, starając się zlokalizować jakąś knajpę, serwującą dobre, ale nie drogie jedzenie. Wyobraźcie sobie, że w centrum tej przeszło milionowej metropolii, trzeba się na pradwę sporo nachodzić, by wreszcie coś zjeść. Wylądowałyśmy w przypadkowej restauracji, szczęśliwe ze stolika, głodne do bólu. Pożartowałyśmy z obsługą, klientami siedzącymi obok, by wreszcie doczekać talerzy z jedzeniem. Nasze steki z frytkami i kremem szpinakowym, były obłędnie smaczne (może oceniłam nieobiektywnie, wszak skręcałam się z głodu:).

      Opróżniłyśmy talerze do zera, odpoczęłyśmy, a potem ruszyłyśmy szukać "ulicy z flagami". W butach na koturnie przebyłam całą drogę, kilka godzin! Po wielu ślepych uliczkach, udało nam się dotrzeę na miejsce. Miałam okazje zobaczyć pomnik Kościuszki w Filadelfii, który podobnie jak podarunek Francji Statua Wolności, jest darem Polski dla USA.

      Z dziedzińca Muzem Sztuki (było zamnkęte!), rozciąga się cudowna panoramam miasta. Na bosaka pozowałam do zdjęć na tle wieżowców.  Potem musiałyśmy ruszyć w drogę powrotną, i znowu jęcząc i kwicząć, bo obie wybrałyśmy "najlepsze" możliwe obowie do wielogodzinnego spaceru po Filadelfii.  Już na stacji metra, a potem w pociągu - zmęczone słuchałyśmy muzyki z mojego odwarzacza MP3. Naszą wyprawę uwieńczyłyśmy w Starbucksie, gdzie popijając kawę, żartowałyśmy z inwigilacji naszych host rodzin. Bo oni uwielbiają zawsze wypytywać o szczegóły wyjść, plany, generalnie ich au pair muszą na bieżąco dzielić się informacjami.

      A więc jestem teraz ekstremalnie zmęczona, i staram się wreszcie coś ciekawego o swoim pobycie w Stanach napisać. Jutro poniedziałek, bodaj najbardziej obłożony obowiązkami dzień tygodnia. Kolejnego już tygodnia. Tygodnia rozpoczynającego EURO 2012, nie mogę się doczekać meczu Polska-Grecja.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Niedzielna Filadelfia”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 czerwca 2012 04:55
  • środa, 09 maja 2012
    • Adaptacja

      Już czwarty tydzień spędzam w USA, pora zatem na kolejną garść informacji zza Oceanu. Siostra bliźniaczka robi mi z tego powodu nawet wyrzuty. Uważa, że więcej o moim wyjeździe wie z bloga, a nie przekazów ustnych. Cóż...widocznie zadajesz złe pytania, droga siostrzyczko. :P

      Nikogo nowego nie poznałam, nie miałam też szansy na kontakty towarzyskie z osobami już zaprzyjaźnionymi.  Ale nic nie szkodzi, bo bliżej poznałam swoją rodzinę.  Mój host tata wrócił w sobotę z Chin, nareszcie go poznałam. Zrobił na mnie pozytywne wrażenie  - bardzo sympatyczny, otwarty facet. Nic więcej nie mogę na razie na jego temat powiedzieć, przyjdzie na to czas za kilka miesięcy. 

      Zaczęłam też samodzielnie prowadzić samochód. Jest o tyle łatwiej, że posiada automatyczną skrzynię biegów, oraz GPS. Drogi są tutaj wielopasmowe, można się pogubić. W dodatku na każdym zakręcie czyha sygnalizacja świetlna. Jaby tego było mało, radiowozy policyjne krążą wszędzie, więc trzeba się mieć na baczności. Ci którzy są ze mną od początku, wiedzą ile razy zdawałam prawo jazdy, i z jakim skutkiem. ;D Bez obaw! Jakoś sobie radzę, staram się.

      Zapisałam się i wykupiłam karnet na siłownię. Tak - jestem w beznadziejnej formie, ale mam nadzieję, że codzienne treningi przyniosą pożądany skutek. Staram się też nie być na diecie, bo jak wiadomo owe są dla mnie tragiczne w skutkach. Ale kiedy już człowiek ćwiczy, niechcący zaczyna tankować lepsze paliwo do swojego ciała.

      Kupiłam laptopa. Korzystałam z bardzo starego komputera stacjonarnego. Nie miałam prywatności, bo jest w kuchni. Spokój w chwili korzystania z internetu jest mi niezbędnie potrzebny. Pisanie, oglądanie i rozmawianie z rodziną będzie teraz o wiele łatwiejsze.

      A w piątek wybieram się na "Dark Shadows" Tima Burtona. Promocja tego filmu w amerykańskich mediach prowadzona jest na dużą skalę. Wątpię by "nowe dziecko" Burtona było w stanie zagrozić w box office Avengers, ale wytwórnia robi wszystko by publiczność do tego przekonać.

      Moje samopoczucie? Na dobrym kursie. Czuję się tutaj prawie jak w domu. I w tym przypadku "prawie" nie robi dużej różnicy. Pierwsze emocje opadły i żyję dalej. Adaptuję się w nowym środowisku, chłonę wiedzę i doświadczenia. Czas teraz szybko leci - bez przerwy jest coś do zrobienia, załatwienia, nadrobienia. Nie ma zbyt wiele chwil na zastanawianie się nad smutkami, co bardzo mnie cieszy.

       

      Pozdrawiam ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Adaptacja”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      środa, 09 maja 2012 22:42
  • środa, 02 maja 2012
    • Nowy dzień...

      Pomyślałam sobie....

      Nie ważne jak trudne wyzwania życie przede mną stawia, zawsze musze budzić się, oddychać, rozmawiać, jeść, przemieszczać się. Bo emocje, jakkolwiek intesywne, nie powstrzymują organizmu przed funkcjonowaniem.

      Ból który czuję, to ból egzystencji. Nierozerwalnie związany z istnieniem, nie jestem wyjątkiem – muszę jak wszysycy połykać tą pigułkę.

      Na razie tutaj zostaję. Nigdzie się nie wybieram, poziom dezorientacji i szoku opadł. Nareszcie mogę myśleć ciut rozsądniej, bez bagażu w postaci zbędnych emocji. Mam świetne warunki, trafiła mi się dobra rodzina, nie poznałam jeszcze tylu osób, nie zobaczyłam tylu miejsc....Wszystko przede mną!

      Moja dwójka nastolatków chyba mnie lubi. Jeszcze kilka tygodni, a na prawdę będzie między nami więź.  

      Wszysycy są dla mnie zawsze mili, uśmiechnięci, pomocni. Mogę liczyć na ludzi, których znam ledwie 2 tygodnie! Niesamowite.

      Nie chcę patrzeć z łzami w oczach, na to co już mam za plecami. Cały czas tak robiłam. Tylko przed siebie, brnąć w kierunku kolejnych zdarzeń.

      Czuję się lepiej, pierwsza burza minęła. ;)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Nowy dzień...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      środa, 02 maja 2012 18:15
  • środa, 25 kwietnia 2012
    • Trudny start za Oceanem

      O Boze! Nienawidze siebie za to, ze podjelam decyzje o wyjezdzie. Tak samo jak za to, ze tak szybko dalam sie zlamac. Nie moge tutaj oddychac, myslec, cale moje zycie szlag trafil. Dodatkowo konczaca konrakt au pair z Czech, ktora dotad uwazalam za sympatyczna, niegrozna kolezanka, ma do mnie zal o wszystko. Wyjazd nie jest jej na reke, bo poznala kogos kilka tygodni temu, dlatego nie moze sie pogodzic z tym, ze mnie ten poczatek czyni nieszczesliwa. 

      Zadzwonilam do domu, ale zamiast wsparcia dostalam kolejna porcje oskarzen i insynuacji. Wiem co bedzie jesli wroce - scenariusz moge sobie wyobrazic bez wysilku. Ale jesli tu zostane zwariuje! Dzieciaki sa dla mnie mile, tak samo jak host mama, czasem jednak nie moge patrzec jak bardzo zycie ich rozpiescilo. 

      Jestem jedna wielka pomylka. Zawiodlam i zawodze na kazdym polu. Jak mala dziewczynka, placze i snuje sie po domu, beznadziejnie szukajac pocieszenia. 

      Kolejny blad, prawdopodobnie znowu nie wyciagne konekwencji. Nie mam do siebie szacunku po tym wszystkim. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Trudny start za Oceanem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      środa, 25 kwietnia 2012 17:10
  • sobota, 21 kwietnia 2012
    • Tesknie

      Strasznie tesknie...I chce wracac do domu. Jest roznica pomiedzy zdawaniem sobie sprawy z trudnosci zwiazanych z konsekwencjami podjetej decyzji, a pozniejszysz doswiadczaniem tego. Rodzina u ktorej mieszkam jest zyliczliwa, ale...nie czuje sie tutaj jak w domu. Caly czas jestem smutna i chce mi sie plakac, do tego dochodza trudnosci z porozumiewaniem sie. 

      Nie jestem w USA nawet tydzien, a mam wrazenie jakby ktos kolkiem przekuwal mnie przez 24h. Wszystkiego mi brakuje- moich filmow, mojego komputera, mojego pokoju, mojej rutyny.  Jest strasznie, strasznie ciezko.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Tesknie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      pasjonatka.sportu
      Czas publikacji:
      sobota, 21 kwietnia 2012 19:59

Kalendarz

Październik 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Kanał informacyjny

Najlepsze Blogi