Moja Propaganda

If my films dont show a profit, I know Im doing something right - Woody Allen .

Wpis

niedziela, 19 stycznia 2014

"Grzeszne" myśli von Triera

Gdyby jakoś najnowszego filmu Larsa von Triera mierzyć w ilości artykułów, które popełniono jeszcze przed premierą, nie miałabym wątpliwości, że reżyser osiągnął bezdyskusyjny sukces. Duńczyk wybrał bowiem "temat samograj", czyli seks jako podstawę do tworzenia kolejnego kontrowersyjnego dramatu. W pierwszej odsłonie tej dysputy nad seksualnym zakłamaniem społeczeństwa, wprowadza widzów w świat jęków i orgazmów, będących ucieczką od mdłej rzeczywistości. Czy "Nimfomanka" sprosta oczekiwaniom fanów jego twórczości?

Zaczyna się tajemniczo. Reżyser w scenach wstępnych prowadzi swoistą grę z widzem, kiedy zwleka z przejściem do sedna, stopniowo "rozbierając" bohaterkę ze wspomnień. Joe, którą przypadkowy przechodzień Seligman znajduje na ulicy, zostaje "adwokatem" a zarazem słuchaczem bezpruderyjnej kobiety, zdolnej do wszystkiego pod wpływem pożądania. Co jest takiego w jej głowie, że nie może przestać "pieprzyć" wszystkiego co się rusza, i co posiada męskie genitalia? Ano tradycyjnie u von Triera odpowiedź jest prosta, acz bardzo gorzka.

Wbrew pozorom Joe nie została wychowana w dysfunkcyjnej rodzinie. Kochający i czuły ojciec, rekompensował chroniczną oziębłość matki. Dorastała w normalnym środowisku i warunkach, które wcale nie przyczyniły się do jej obsesji na punkcie seksu. Powodów jej uzależnienia należy szukać w zupełnie innej sferze. Jak zresztą wspomina na początku - już w wieku dwóch lat "odkryła swoją cipkę". Można zatem założyć, że wzmożony popęd, to tendencja z którą bohaterka filmu się urodziła. Ot tak...bez żadnych "głębszych" powodów, wpadła w wir przypadkowego seksu zaspokajającego, niezaspokojone pożądanie.

Sama siebie uważa za złego człowieka, i nie pozwala Seligmanowi na obronę jej zdaniem karygodnych czynów. Gnębią ją wyrzuty sumienia, którym daje upust wspominając swoje seksualne eskapady. Czuję się kobietą przegraną, zagubioną w obsesji i ciągłej chęci gaszenia bólu egzystencji stosunkiem płciowym. Wymięta i zużyta jak wyciśnięta cytryna, bez zbędnej ckliwości snuje swoją opowieść. Rozlicza się z wszystkiego, czego dopuściła się pod wpływem niepohamowanego pożądania. Czy możemy ją winić? Czy mamy prawo ją osądzać? Lars von Trier w czasie pierwszej odsłony "Nimfomanki" cichutko szepcze nam do ucha te pytania.

A potem, kiedy cała widownia intensywnie analizuje przedstawione dzieło, w kulminacyjnym momencie bezlitośnie "wyrzuca" widza z wykreowanego przez siebie świata. Pozostawia niedosyt połączony z przemożną chęcią dalszego śledzenia losów Joe. Odbiorca może poczuć się jak tytułowa nimfomanka, którą jeden "numerek" nie był w stanie zaspokoić. Reżyserowi o taki dokładnie efekt chodziło. Chciał i zostawił widzów rozpalonych do czerwoności, ciekawych tego, co będzie dalej. Z fotela na sali kinowej podnosiłam się oniemiała, powtarzając jak mantrę "muszę zobaczyć drugą część!".

Za wcześnie na ostateczne wnioski. Po pierwszej połowie meczu von Trier wygrywa, ale przecież to dzieło nie jest kompletne. Mimo wszystko można Duńczykowi pogratulować, bo wbrew sensacjom, które towarzyszyły jego najnowszemu projektowi, zachował kunszt i klasę. Dla sympatyków twórczości będzie to dowód na jego wciąż wysoką formę artystyczną. Malkontenci zobaczą tylko nic nie wnoszące sceny erotyczne, lecz będą niesprawiedliwi. W "Nimfomance" reżyser rozlicza się z zakłamaną  rzeczywistością. Z iluzją, która niczym parasol ochronny nie dopuszcza grzesznych myśli. Myśli, których każdy z nas ma w swojej głowie tysiące....Myśli, które pobudzały nie tylko nimfomankę von Triera, ale myśli, które są ludzkie, naturalne, wręcz zdrowe. Jesteśmy w stanie to przyznać? Czy boimy się prawdy?

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
madame_rose
Czas publikacji:
niedziela, 19 stycznia 2014 13:04

Polecane wpisy

  • Nosił wilk razy kilka....ponieśli i wilka

    Najnowszym dziełem Martina Scorsese należy się delektować jak najwyśmienitszym tortem czekoladowym. Porywająca, szalona, wreszcie gorzka historia Jordana Belfor

  • Love is the answer

    Richard Curtis pewnie nie jest ani moim, ani Waszym ulubionym reżyserem. Nie ważne ile razy obejrzymy “ Cztery wesela i pogrzeb" , “ Notting Hill &

  • Co kryje talia kart Francisa Underwooda?

    Gdybym miała spróbować określić na czym polega niesamowity geniusz serialu “House of Cards” musiałabym napisać, że fani produkcji chcą wyglądać jak

Kalendarz

Czerwiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Kanał informacyjny

Najlepsze Blogi