Moja Propaganda

If my films dont show a profit, I know Im doing something right - Woody Allen .

Wpis

wtorek, 14 stycznia 2014

All about her....

Kiedy pierwszy raz oglądałam “Podziemny Krąg”, wątek miłosny wydawał się drugoplanowym akcentem, który miał demonstrować wątły stan emocjonalny głównego bohatera. Jego niestabilność nie tylko w kontekście przemocy - będącej ujściem głębokiej frustracji i rozczarowania, ale także ogromne wyczerpanie samotnością. To połączenie niczym koktajl Mołotowa dosłownie wreszcie eksplodowało. Jednak z czasem, z każdym kolejnym seansem “Fight Clubu” zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak niewiele znaczy krytyka konsumpcjonizmu przy całym arsenale proponowanym przez melodramatyczną stronę dzieła Davida Finchera. Czy to w ogóle thriller psychologiczny?


Wcale nie relacja Tylera Durdena z narratorem, a właśnie związek Marli Singer z chorym bohaterem filmu jest najbardziej znacząca. Zarówno Dr. Jeckyll jak i Mr. Hyde pokochali...Oboje na swój sposób, ale w konsekwencji ta miłość jest kompletna. Tyler potrzebował Marli, bo ta go inspirowała. Jego charakterystyczny śmiech po wspólnie spędzonej nocy, kiedy przyznaje - “[...]You have so fucked up friends[...]” jest jednym z wielu dowodów na swego rodzaju uzależnienie od towarzystwa roztrzepanej Marli. Zanim zresztą powstał pomysł projektu Mayhem, Tyler był z Nią, i tylko z Nią.


Jego nieśmiała, druga strona osobowości - ta racjonalna, kalkulująca, mająca sumienie, powstrzymująca przed popełnianiem nieodwracalnych błędów potrzebowała czasu. Narrator wychował się odtrącony - przez ojca, przez społeczeństwo. Jedyne co mógł zrobić to poprosić o numer. Lecz swego rodzaju obsesja na jej punkcie zrodziła się już na samym początku. W pierwszej scenie informuje widzów, że “wszystko ma coś wspólnego z dziewczyną o imieniu Marla”. Potem jej magnetyzująca osobowość prześladuje go już do końca. To ona była przecież jego “power animal”, kiedy medytował. Dlaczego? Bo podświadomie wcale nie pragnął zakładania sekty, wysadzania budynków, demolowania mienia publicznego. Podświadomie pragnął być z Marlą. Podświadomie pragnął być “normalnym”, czyli szczęśliwym nawet za cenę wolności.


Całe szaleństwo, któremu się później oddał wynikało z niecierpliwości. Z natychmiastowej chęci zmiany. Tak jak mówił Tyler - “You couldn't do it on your own, so you created me”. Po latach szarpaniny z samym sobą nie miał już siły dłużej być samotny. Nie chciał czekać, bo nawet nie wiedział czy to ma sens. Brnął coraz bardziej w udowadnianie, że otaczająca rzeczywistość ma gorzki smak. Tak gorzki, że wymagający rewolty.


Paradoksalnie wciąż siebie okłamywał. Pytany przez Tylera  czy chciałby przespać się z Marlą, wysłał fałszywy grymas i demonstracyjnie zaprzeczył. Z biegiem czasu nie potrafił znaleźć drogi ucieczki od emocji, które do Niej żywił. Po “badaniu”, którego domagała się pewnego popołudnia opuścił szybko jej mieszkanie, lecz wychodząc z budynku zdążył “rzucić okiem” na palące się światło w jej mieszkaniu. W tym spojrzeniu, w tej krótkiej chwili była wątpliwość - wracać do Marli czy nie?


Ze swoim uczuciem do niej stanął twarzą w twarz dopiero, kiedy jej bezpieczeństwo było zagrożone. Wprawdzie nigdy wprost nie wyznał jej miłości, ale twórcy “Podziemnego kręgu” dają nam aż dwie niewerbalne sceny tego dowodzące. Ich krótkie spotkanie w restauracji, kiedy Marla postanawia zerwać wszystkie więzi ze swoim kochankiem. Wtedy desperacja w chronieniu jej przed samym sobą osiąga apogeum. Narrator jest w stanie zrobić wszystko, by ani Tyler, ani cała wytrenowana przez niego świta nie naruszyła cielesności Marli. Nie udaje się.

Tyler Durden głośno zastanawiał się czy kolejna kobieta w życiu mężczyzny jest na prawdę odpowiedzią? Pewnie nie jest, ale tworzona z kobietą intymność już tak. Główny bohater, jak typowy samiec założył grupę sobie podobnych “ziomków” i razem odreagowywali rzeczywistość. Ale to wszystko było na marginesie prawdziwych potrzeb - bliskości i miłości. Pywnicowe walki do pewnego stopnia gasiły pragnienie na te uczucia. Były substytutem, który wypełniał pustkę. Z biegiem czasu, gdy związek z Marlą zaczął ewoluować, Fight Club miał dla niego coraz mniejsze znaczenie. Nie rozumiał “potwora”, którego stworzył. Stracił nad tym kontrolę. Zakochany i zagubiony chciał się wycofać, ale było już za późno.


Ostatecznym, rozwiewającym wszelkie wątpliwości dowodem na szczerość jego uczuć do Marli Singer jest finałowa scena “Podziemnego Kręgu” - “You met me at a very strange time in my life”. Stoją obok siebie, ramię w ramię, parząc na panoramę upadających budynków, trzymając się za ręce. Czy to zakończenie thrilleru psychologicznego? Czy tak może się skończyć film tego gatunku?

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
madame_rose
Czas publikacji:
wtorek, 14 stycznia 2014 10:01

Polecane wpisy

  • Nosił wilk razy kilka....ponieśli i wilka

    Najnowszym dziełem Martina Scorsese należy się delektować jak najwyśmienitszym tortem czekoladowym. Porywająca, szalona, wreszcie gorzka historia Jordana Belfor

  • 'Hey Joe....'

    Wróciłam z kina późnym wieczorem i zaraz po powrocie położyłam się w łóżku. Ale to była tylko pozycja, którą przyjęłam, bo nie mogłam przestać myśleć o istocie

  • Love is the answer

    Richard Curtis pewnie nie jest ani moim, ani Waszym ulubionym reżyserem. Nie ważne ile razy obejrzymy “ Cztery wesela i pogrzeb" , “ Notting Hill &

Kalendarz

Czerwiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Kanał informacyjny

Najlepsze Blogi